Sweter z alpaki nie tylko na jeden sezon.
O ręcznie robionym swetrze z alpaki, który ma zostać z nami na dłużej.
Po co właściwie robię sweter z alpaki?
Czasami, kiedy siedzę z drutami w rękach, myślę o tym, co właściwie chcę stworzyć.
Nie chodzi mi tylko o kolejny sweter.
Chcę zrobić coś, co naprawdę będzie chciało się nosić. Coś, po co sięgniesz rano, kiedy za oknem jest chłodno. Coś, w czym będzie Ci wygodnie podczas spaceru, przy kawie, w domu albo wtedy, kiedy po prostu chcesz się otulić.

Zaczęłam się nad tym zastanawiać, kiedy coraz bardziej zagłębiałam się w temat fast fashion, naturalnych włókien i tego, jak powstają ubrania, które trafiają do naszych szaf. Są rzeczy, które kupujemy na chwilę. Bo spodobał nam się kolor. Bo właśnie taki fason jest modny. Bo kosztuje niewiele i właściwie szkoda nie wziąć. A potem po kilku miesiącach przestajemy je nosić.
I pomyślałam wtedy, że nie chcę tworzyć takich rzeczy. Sweter z alpaki, który ma wystarczyć na jeden sezon – nie chcę takich tworzyć – chcę tworzyć takie, po które będziesz sięgać za rok. I za dwa. I za kilka kolejnych jesieni.
Chcę, żeby sweter z alpaki dawał coś więcej niż ciepło.

Uwielbiam moment, kiedy zakładam miękki wełniany sweter.
To uczucie otulenia.
Ciepło.
Miękkość.
Ten moment, kiedy można narzucić go na siebie i poczuć, że jest po prostu dobrze.
I właśnie to chciałabym dawać kobietom, które wybierają moje swetry. Nie tylko kawałek dzianiny.
Nie tylko ładny kolor i fason.
Chcę, żeby dawały im ciepło i komfort.
Nie chcę sprzedać Ci tylko swetra.
Chcę podarować Ci ciepło i komfort.
Za jednym swetrem stoi wiele godzin pracy.
Kiedy patrzymy na gotowy sweter, łatwo zapomnieć, ile pracy kryje się za tym jednym ubraniem.
Dla mnie jego powstanie zaczyna się dużo wcześniej.
Od pomysłu.
Potem pojawia się wybór włóczki, próby, obliczenia, pierwsze oczka…
A czasami okazuje się, że coś nie wygląda tak, jak powinno.
Wtedy trzeba pruć.
Zaczynać jeszcze raz.
Poprawiać.

Ale właśnie to jest częścią ręcznego tworzenia. Nie ma przycisku „cofnij” i nie ma gwarancji, że pierwszy pomysł od razu okaże się tym właściwym.
Chcę, żeby moje swetry były noszone, nie tylko kupowane.

To może zabrzmieć trochę przewrotnie, ale nie zależy mi na tym, żeby moje swetry po prostu znikały ze sklepu.
Chcę, żeby znikały z półki i pojawiały się w czyjejś codzienności.
Żeby ktoś założył je rano do pracy.
Narzucił na sukienkę jesienią.
Zabrał na spacer.
Otulił się nim wieczorem.
Żeby po kilku latach nadal był jednym z tych ubrań, po które sięga się bez zastanowienia.
Bo właśnie wtedy wiem, że zrobiłam coś, co miało sens.
Marzę o tym, żeby otulały kobiety daleko stąd.
Kiedy zaczynałam tworzyć Ciepłą Alpakę, miałam po prostu pomysł na własny, ręcznie robiony sweter z alpaki.
Dziś mam większe marzenie.
Chciałabym, żeby moje swetry, czapki i rękawiczki kiedyś otulały kobiety w różnych zakątkach Polski.
A może pewnego dnia także dużo dalej.
Wiem, że to nie wydarzy się w ciągu kilku tygodni.
Tak samo jak sweter nie powstaje w kilka minut.

Wszystko zaczyna się od jednego oczka.
I ja chcę tę markę budować właśnie tak – spokojnie, krok po kroku.
Ciepła Alpaka to nie tylko sweter z alpaki.
To naturalne włókna.
Ręczna praca.
Czas.
Cierpliwość.
Świadome wybory.
I przekonanie, że nie musimy mieć więcej, żeby mieć lepiej.
Jeśli szukasz rzeczy, które nie są stworzone na jeden sezon, zapraszam Cię do mojego sklepu. Znajdziesz tam nie tylko swetry, ale również kardigany, czapki i rękawiczki – rzeczy, które powstają z tą samą myślą: mniej, ale lepiej.

Zobacz kolekcję Ciepłej Alpaki →
A jeśli chcesz poznać mnie bliżej i zobaczyć jak powstają produkty odwiedź Ciepłą Alpakę na INSTAGRAMIE